Czas Wolny w Zachęcie

Czas Wolny w Zachęcie

“Czas Wolny” to wystawa zbiorowa przedstawiająca ponad 200 zdjęć autorstwa Romualda Broniarka, Aleksandera Jałosińskiego, Bogdana Łopieńskiego, Jana Morka, Wojciecha Plewińskiego i Tadeusza Rolke. Każdy z fotografów przedstawił zupełnie inną stronę PRL-u balansując na granicy propagandy i anty-propagandy. Na pytania dotyczące doboru zdjęć na wystawę, współpracy z fotografami i sytuacji polskiego fotoreportażu odpowie Pan Łukasz Modelski, kurator wystawy w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w Warszawie.

PSP: Skąd wziął się pomysł, aby tematem wystawy był właśnie czas wolny?

Ł.M.: Z niedosytu. Myślę, że to wszystko jest konsekwencją książki „Fotobiografia PRL”. Książki, która jest zbiorem rozmów z tymi sześcioma fotografami. Konwencja tych rozmów, czy metoda tych rozmów była taka, że razem oglądaliśmy te zdjęcia i oglądaliśmy ich bardzo dużo, komentując je. Ja zadawałem pytania, a oni opowiadali co na tych zdjęciach jest i o okolicznościach powstania. To wszystko złożyło się w tekstową całość , ale nie w całość zdjęciową. Jedynie 12 fotografii od każdego bohatera opublikowaliśmy w książce, a zatem, nie było ich zbyt wiele. Pomyślałem, że warto pokazać ich więcej. Wśród tych fotografii, które oglądaliśmy razem wydawało mi się, że zdjęcia, które pokazują ludzi poza kontekstem oficjalnym , poza kontekstem pracy, kontekstem oficjalnych wydarzeń typu uroczystości, pochodów, manifestacji itd. robią na mnie znacznie większe wrażenie. Są bardziej wstrząsające i pokazują jakąś prawdę o epoce. Moim zdaniem ta prawda wygląda dość poruszająco, dlatego też wymyśliłem taki tytuł wystawy. Teoretycznie ten „czas wolny” czyli sytuacje, w których obywatel PRL-u ‘teoretycznie’, w moim przekonaniu, dysponuje swoim czasem są znacznie atrakcyjniejsze narracyjnie, niż na przykład zjazdy partii.

 

PSP: W jaki sposób został dokonany wybór fotografów?

Ł.M.: W sumie, to dosyć proste dlatego, że te kryteria od początku były bardzo jasne i dotyczyły głównie książki, a nie wystawy ponieważ książka była konsekwencją wystawy. To jest książka oparta na rozmowach dlatego pierwsze kryterium, jakkolwiek to zabrzmi radykalnie było takie, że oni musieli żyć. Mówię o tym dlatego, że nie ma w tej książce wielu bardzo istotnych fotoreporterów takich jak: Lucjan Fogiel, Eustachy Kossakowski, Irena Jarosińska, czy Erazm Ciołek, który umarł dosłownie parę miesięcy zanim za to się zabrałem. Bardzo wiele osób, które powinny się tutaj znaleźć, ale ponieważ nie żyły, to nie miałem szansy z nimi porozmawiać. To było pierwsze kluczowe kryterium, a po drugie zależało mi aby to byli ludzie wiekowi. Chciałem żeby oni możliwie największy wycinek tego PRLu sfotografowali. Nie pamiętam, czy najstarszym z nich jest Tadeusz Rolke, czy Wojciech Plewiński. W każdym razie, to jest rocznik ‘28 i to są ludzie, którzy zaczynali żyć z fotografii w latach ’50 i fotografowali do końca PRLu, więc prawie pół wieku epoki mają sfotografowane. Trzecie kryterium, zależało mi żeby to byli fotografowie prasowi (dlatego, że to nie są tylko fotoreporterzy, np. Wojciech Plewiński w ogóle się nie zajmował fotoreportażem) , którzy nie podjęli specjalizacji w pewnej chwili. Bardzo często losy fotografów, którzy zaczynali razem z moimi bohaterami potoczyły się tak, że niektórzy np. zajmowali się później wyłącznie np. fotografią portretową. Zależało mi na tym, aby jak najdłużej fotografowali wszystko. Stąd się wzięły te rozmowy , że taka szczególna pozycja w epoce polegała na tym, że oni musieli wszystko fotografować. Rano robili przylot delegacji radzieckiej, w południe kolekcję mody polskiej, popołudniu robili piwnicę pod baranami, a wieczorem koncert jazzowy. Jednym słowem musieli obsłużyć różne środowiska i różne tematy, bo było ich mało, był to reglamentowany zawód. Zależało mi na tym, aby ci którzy są tutaj wybrani jak najdłużej mogli fotografować to wszystko, żeby mieli jak najwięcej źródeł historii ponieważ zależało mi głównie na książce, a nie na fotografiach.

 

PSP: Jak się układała współpraca?

Ł.M.: Różnie. Zresztą to widać w książce, że jedni są bardziej zdawkowi, drudzy bardziej rozwinięci. Z jednym z bohaterów musiałem bardzo długo się obwąchiwać żeby zaczął coś mówić, sprawdzał mnie, czytał moje książki – to było dosyć trudne. Z czasem wszystko szło dobrze, a nawet bardzo dobrze momentami, aż do autoryzacji. Ponieważ prawo w Polsce nakłada na mnie, niestety, autoryzowania wypowiedzi dorosłych ludzi, co jest problemem i ten problem oni wykorzystują. Te autoryzacje to były procesy wielogodzinne i trudne. Rekord chyba był 6,5 godziny plus 3 godziny przez telefon. Czyli 9,5h autoryzowaliśmy jeden wywiad, więc na początku trudno, potem bardzo dobrze, a przy autoryzacji katastrofa. Oczywiście bardzo uważnie czytali, to co powiedzieli.

 

PSP: W jaki sposób były wybrane zdjęcia do wystawy? Przez Pana czy przez Fotografów?

Ł.M.: Przeze mnie, dlatego zachowywali się tutaj bardzo taktownie , bo wiem że przynajmniej jeden z nich nie zgadza się z wyborem. Był to mój wybór, on był właściwie arbitralny . Oczywiście to było z nimi konsultowane i oczywiście były kłótnie w tej sprawie i dyskusje, ale ostatecznie to ja decydowałem – taka jest prawda. Czasami zawieraliśmy kontrakt, że np. w wyborze zdjęć do książek idziemy na jakieś ustępstwa, ale za to mam wolną rękę przy wystawie.

 

PSP: Mam jeszcze kilka pytań dotyczących zdjęć. Wiele zdjęć balansowało na granicy propagandy oraz anty-propagandy, tak jak w przypadku portretu Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza. Czy taki kontekst był również zrozumiały dla odbiorców, którzy nie doświadczyli PRL-u?

Ł.M.: Nie mam pewności, co do tego konkretnego zdjęcia. Najlepiej by było spytać się odbiorców, ale wiem, że niektóre z tych zdjęć były kompletnie niezrozumiałe dla ludzi rocznik ’85 i dalej. To były zdjęcia natury obyczajowej, bez refleksji historycznej . Bardzo często, bardzo młodzi ludzie cieszyli, że na zdjęciach był beret z antenką, czy też autobus-ogórek.

 

PSP: W tym roku w Muzeum Narodowym mogliśmy obejrzeć wystawę „Cztery razy ŚWIAT”, teraz Zachęta zaprezentowała „Czas Wolny”, gdzie większość fotografów to młodsi koledzy legendarnych fotoreporterów tygodnika „Świat”. – Z czego wynika takie zainteresowanie fotografią reportażową właśnie teraz?

Ł.M.: Nie wiem do końca skąd to wynika. Ja bym postawił tezę dosyć odważną myślę, że ludzie którzy oglądają zdjęcia (chcąc lub nie chcąc, bo zdjęcia są obecne na co dzień w przestrzeni otaczającej nas) chcą dostrzegać różnicę pomiędzy podejściem do fotografii analogowej i cyfrowej. Chcę przez to powiedzieć, że ta analogowa fotografia wymuszała pewną oszczędność, przemyślany kadr. Te wszystkie rzeczy były pewną cechą fotografowania na filmie, który trzeba było oszczędzać. W przeciwnym razie nie można było np. pozwolić sobie na kolejny kadr, bo się film skończył . Wydaje mi się, że ta staranność robi wrażenie. To optymistyczne wyjaśnienie, ale tak by mi się zdaje.

 

PSP: Wiele zdjęć łamie stereotypowe przekonanie dotyczące PRL-u, między innymi „czy się stoi, czy się leży, płaca się należy”. Jakie jeszcze przekonania możemy skonfrontować odwiedzając tą wystawę?

Ł.M.: To trudne pytanie, ponieważ zależy jakie się ma przekonania, czy stereotypy, którym się hołduje. Ja bym powiedział, że ta wystawa była pomyślana tak, aby trochę podyskutować paradoksalnie z taką wizją PRL-u jaką znamy z filmów Barei, że to była wesoła, beztroska kraina absurdu, gdzie wszyscy się z tego absurdu śmiali, ale to nikomu nie sprawiało jakiegoś kłopotu. Chciałem, aby ta wystawa jakoś z tym poglądem dyskutowała, żeby pokazywała jakąś kompletną drugą – ciemniejszą stronę tej zabawy. Owszem śmiejemy się i możemy być weseli, ale to jest wesołość bardzo kontrolowana przez system, koncesjonowana. W gruncie rzeczy ten absurd jest ponury. Taka była moja intencja przynajmniej, kiedy ustawiałem te zdjęcia, czy dokonywałem wyboru.

 

PSP: Czy sądzi Pan, że za 40lat będziemy mogli stworzyć wystawę z aktualnymi zdjęciami?

Ł.M.: Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Dzisiaj trochę rozmawialiśmy o tym na spotkaniu, co prawda, ale dzisiaj inaczej się fotografuje. To znaczy, fotograf rzeczywiście jest ograniczony wymogiem zdobycia zgody na publikację fotografii. Jest też taka, jak obserwuję na wystawie „World Press Photo” pornografizacja fotografii reporterskiej. Od lat nie chodzę na „World Press Photo” –nie mogę tego oglądać, wydaje mi się że to są zdjęcia pornograficzne. To są zdjęcia, o których mówił Rolke. Dzisiaj na porządku dziennym się je robi, ale oni pewnie by ich nie zrobili. Nie mam pojęcia jak będzie wyglądała fotografia za 40lat, wątpię by była jakimś istotnym medium. Wydaje mi się, że to będzie jakiś film, że to będzie animowane… Ważniejsze będzie to, że obraz się rusza.

 

PSP: W książce „Fotografia PRL” znalazłam stwierdzenie, iż tylko w warunkach wolności człowiek jest w stanie dobrze pracować. Obecnie możemy powiedzieć, iż mamy warunki wolności, jednak jakie inne czynniki mogą ograniczać dzisiejszych fotografów?

Ł.M.: To jest tak jak mówił Jan Morek –fotografuje się na zamówienie. Jednym słowem ktoś płaci za nasza pracę. Teraz sytuacja fotografa jest taka, że wszyscy są fotografami, wszyscy fotografują i wysoko nakładowe dzienniki mogą na pierwszej stronie zamieścić zdjęcia przesłane przez kogoś telefonem komórkowym (przecież tak było kiedy był 11 września, na porządku dziennym agencje newsowe publikowały zdjęcia robione telefonami). Jednym słowem, każdy ma dostęp do medium – lepiej, bądź gorzej. Kwestia jakości, kompozycji przestaje mieć znaczenie . Fotografia się zmieniła. Jednym słowem, to co może ograniczać fotografów to paradoksalnie jej powszechność, że każdy staje się fotografem. Fotografowie prasowi tracą rację bytu w porównaniu do innych specjalizacji np. fotografii muzycznej, modowej, jedzenia . Akurat fotoreportaż w fotografii chyba już się skończył.

 

Dla PSP wywiad przeprowadziła Katarzyna Krzykowska.

 

admin
ex3qtor@gmail.com
No Comments

Post a Comment

1 × four =

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.